Nie mogłem już wytrzymać bez roweru i chciałem jakoś uczcić końcówkę mojego urlopu.
Pojechałem pętlę właściwie identyczną jak miesiąc wcześniej z shenn- najpierw na Głębokie, potem odbicie ścieżką na Pilchowo, a potem już w las i do domu. Nie spotkałem żadnych leśnych zwierząt z czego się cieszyłem bo nie miałbym siły nawet uciekać- zupełnie nogi nie miały siły przez większość trasy i stąd taka średnia.
Jak się zrobi w Szczecinie zimniej to zamierzam pojeździć jeszcze tą trasą bo już od mniej więcej połowy trasy można zjeżdżać na wiele pomniejszych ścieżek, które mnie kuszą.
Pojechaliśmy na Słoneczne po nasze rowery pozostawione tam dzień wcześniej z powodu deszczu. Wracałem przez Pomorzany więc stąd nieco inne statsy niż miała shenn.
Planowaliśmy wieczorny wypad dookoła głębokiego ale w tuż przy samym jeziorze plany się zmieniły. Pojechaliśmy ścieżką rowerową do Pilchowa, a w miejscu gdzie ścieżka się skończyła odbiliśmy na prawo. Trasa zaczynała się robić całkiem interesująca bo asfalt zastąpiła ubita droga, a później wjechaliśmy w las. Na wjeździe do lasu na drogę wybiegł nam lis ale się zreflektował i wykonał 180. stopniowy zwrot i wrócił tam skąd przyszedł. Droga pięła się zazwyczaj w górę przez dłuższy odcinek by potem przywitać nas zjazdem. Jeśli ktoś chciałby się tą drogą przejechać to należy po prostu trzymać się tej szerszej drogi i nie wjeżdżać w jej odnogi. W końcu dojechaliśmy do drogi na głębokie, którą przekroczyliśmy stwierdzając, że lepiej jedzie się w lesie niż asfaltem. Po drugiej stronie ulicy zakręciliśmy w prawo i po przejechaniu przez mostek natrafiliśmy na krótki acz stromy podjazd, któremu nie podołaliśmy (następnym razem się uda). Na górze zakręciliśmy w prawo w stronę zjazdu, na końcu którego wjechaliśmy na jedną z szerokich dróg prowadzących z Głębokiego. Warto wspomnieć, że na dole natrafiliśmy w odległości kilkunastu metrów od nas na panią dzikową z 4 małymi więc się szybko oddaliliśmy. Po krótkim postoju z czereśniami w tle pojechaliśmy lasem zahaczając o jeszcze o jeden zjazd i wyjechaliśmy na pętlę tramwajową trójki. Wycieczkę zwieńczyliśmy wypadem po bułki.
Rano było dość zimno i powiewy wiatru powodowały, że zastanawiałem się czy nie wrócić po coś z długim rękawem. Gdy wracałem było dla odmiany cholernie ciepło i niewielu rowerzystów widziałem po drodze- nawet pod PCP było pusto.