W nocy padało i rano zastałem czarne ulice. Z okna nie wyglądało tak źle, ale podczas jazdy pomimo moich chęci omijania kałuż, krople latały wesoło wokoło. Trochę piasku się najadłem, trochę mokry z tego powodu dotarłem do pracy, ale ogólnie nie jechało się źle, choć zdarzało mi się zapomnieć, że mokro = obniżona przyczepność i nieco za szeroko jechałem łukami.
ciągle coś strzela, przednie koło do centrowania bo lekko bije na bok i piszczy
Chyba powinienem popracować nad przestrzeganiem przepisów, bo 60 km/h to sporo więcej niż jest dopuszczalne w mieście, a nie jechałem więcej tylko dlatego, że mnie autobus blokował. Dobrze jest mieć licznik, bo po zwolnieniu do 25 km/h człowiek ma uczucie jakby niemal stał, a szybki zerk na kierownicę informuje, że jednak jest inaczej :-)
Coś mi zaczęło strzelać przy mocniejszym naciskaniu na pedały (suport?) i koło przednie przy hamowaniu zadźwięczało niepokojąco- do sprawdzenia. Nie śpieszyłem się zbytnio i na zjazdach raczej nie dokręcałem bo mnie autobus blokował, a i tak wyszło ponad 50 km/h. Do tego usłyszałem od współpracownika, że we wtorek mijałem go rano, gdy stał (samochodem?), a ja wtedy miałem >50 km/h na liczniku- w każdym razie był pod wrażeniem :-> Muszę popracować nad swoją jazdą, bo ciężko mi się stoi w korku i porusza z prędkościami ~20 km/h, i z tego powodu 3 czy 4 razy w czasie powrotu nieco się wciskałem przed samochody.
Dawno nic nie wpisywałem. W tym czasie nie jeździłem zbyt wiele, ale na pewno dużo kilometrów nie zostało tutaj wspomnianych. Zastanawiam się nad próbą odtworzenia choćby części z nich na podstawie chociażby informacji od shenn, ale jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji na ten temat.
Staty pochodzą z trasy (nowy) dom -> praca -> rodzice -> dom
UPDATE: odtworzyłem to co mogłem od shenn, ale było tego więcej, szczególnie, że przez 3 tygodnie padła mi bateryjka w liczniku i nie zabierałem go po prostu ze sobą