W nocy padało i rano zastałem czarne ulice. Z okna nie wyglądało tak źle, ale podczas jazdy pomimo moich chęci omijania kałuż, krople latały wesoło wokoło. Trochę piasku się najadłem, trochę mokry z tego powodu dotarłem do pracy, ale ogólnie nie jechało się źle, choć zdarzało mi się zapomnieć, że mokro = obniżona przyczepność i nieco za szeroko jechałem łukami.
ciągle coś strzela, przednie koło do centrowania bo lekko bije na bok i piszczy
Chyba powinienem popracować nad przestrzeganiem przepisów, bo 60 km/h to sporo więcej niż jest dopuszczalne w mieście, a nie jechałem więcej tylko dlatego, że mnie autobus blokował. Dobrze jest mieć licznik, bo po zwolnieniu do 25 km/h człowiek ma uczucie jakby niemal stał, a szybki zerk na kierownicę informuje, że jednak jest inaczej :-)